Kosciol Bozy Syloe



Kraków 27.12.2009

Mam na imię Tomek

Od 2002 roku prowadzę małą działalność gospodarczą, która przez pewien czas przynosiła mi dochody. Niestety ok. dwóch lat temu, pojawiły się problemy. Na skutek podjętych decyzji, które nie były do końca trafne zaczęły się problemy finansowe Jeszcze przed kwietniem tego roku byłem w bardzo nieciekawej sytuacji.

Miałem chorą nogę (nawykowe zwichnięcia rzepki z wylewami krew i woda w kolanie) byłem w totalnej depresji, w mojej działalności gospodarczej się nie wiodło, miałem sporo zadłużenia (zresztą nadal mam) i  sprawę sądową, pozwała mnie NETIA chcieli ode mnie niesłusznie wyciągnąć opłaty abonamentowe. Piłem wieczorami coraz więcej tłumacząc sobie, że to z nerwów albo na nerwy. Generalnie było ze mną nieciekawie. I w kwietniu 2009 Bóg posłał do mnie moją kuzynkę Justynę, która  pewnego popołudnia zaprosiła mnie i moją mamę na nabożeństwo z poczęstunkiem do Kościoła Jezusa Chrystusa w Krakowie.

Okazało się, że przy wejściu są kartki z prośba i podziękowaniem, co mnie zaintrygowało, stwierdziłem że skoro są kartki z podziękowaniem to coś może tutaj się dzieje od czasu do czasu. Byłem w takim stanie załamania, depresji, nerwicy (w domu ciągle awantury o wszystko) i beznadziejności oraz zmęczenia ciągłymi kłopotami, sprawą w sądzie, która się ciągła i nie wiadomo było jak się skończy, gdyż Netia to duża korporacja i stać ich na najlepszych prawników (nawet opinie biegłego próbowali podważyć) do tego kłopoty z nogą, która mnie ciągle wtedy bolała i była spuchnięta w kolanie, że już miałem dosyć już całkiem nie wiedziałem co zrobić i jak dalej żyć - nie miałem już pomysłu na dalsze życie.

Postanowiłem, że pójdę i napiszę prośbę na tej kartce. Do kościoła wybrała się ze mną moja mama. Było to akurat w dzień jak nasz pastor Wojtek Włoch przyjechał ze Stanów i poczęstował nas na sali cukierkami, które przywiózł stamtąd. Napisałem prośbę o zakończenie tej sprawy w sądzie. Zaczęło się nabożeństwo i byłem trochę zaskoczony a jednocześnie zadziwiony tym entuzjastycznym uwielbieniem dla Jezusa. Po uwielbieniu pastor Wojtek przeczytał moją prośbę i wszyscy - cały kościół - zaczęli się modlić. Na sali zrobił się szum i nagle ogarnęło mnie gorąco i całkowita niemożność zrobienia jakiegokolwiek ruchu, i co ciekawe nie czułem strachu. Jak skończyli się modlić miałem taki jakby błysk, że coś się dzieje - jak sędzina coś pisze wydaje mi się, że uzasadnienie wyroku. Potem był spokój a przynajmniej dużo mniej nerwów, jakby ta sprawa już nie całkiem moja była. Po wyjściu z kościoła myślałem ze to mi się wydawało, ale wrażenie było tak silne, że wieczorem zapytałem się mamy jak jej się podobało w tym kościele i ona powiedziała że na początku się wystraszyła czy coś w tych cukierkach nie było, wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że to się wydarzyło i nie było to złudzenie bo obydwoje to odczuliśmy.

Zacząłem myśleć, że to jakieś bioprądy albo coś jak u bioenergoterapeutów (chodziłem do jednego z tą nogą i tam tez było odczucie ciepła ale nie tak mocne i tylko w miejscach rąk). Albo, że modlitwa wielu ludzi daje jakieś efekty bioenergetyczne. Byłem tym zaintrygowany. W sądzie okazało się, że oskarżenie przeciwko mnie zostało oddalone, wszystkie koszty sądowe musiała zapłacić Netia. Odwołania też nie było. Zacząłem szukać w internecie wszystkiego na temat tego kościoła potem chrześcijaństwa, i zaczęło do mnie docierać coś co mnie zaszokowało, że Bóg naprawdę istnieje, jest żywy, jest wśród nas, dokonuje cudów, które dzieją się obecnie na naszych oczach. Zacząłem czytać i oglądać (polecam filmiki na youtube: Why Jezus, Most). Wcześniej wydawało mi się, że albo Boga nie ma, albo jest gdzieś daleko i nasze sprawy Go nie obchodzą, albo że to jakaś bezosobowa siła gdzieś tam przenikająca wszechświat. wszystko, co znalazłem o Jezusie, zacząłem nieśmiało czytać Biblię online (nawet nie wiedziałem czy w domu mamy Biblię). Później poszliśmy do kościoła napisać podziękowanie, i tak chodziliśmy niedziela za niedzielą, poszliśmy na modlitwę o uzdrowienie, i w nocy po tej modlitwie po kolanie i po brzuchu czułem jak by mi mrówki chodziły albo jak by mnie ktoś lekko drapał i na drugi dzień szedłem po schodach normalnie nie kulejąc. Mama spojrzała na mnie nie dowierzając i zwróciła mi uwagę, że normalnie po schodach idę (tak jakbym zapomniał ze miałem kolano chore) ja stwierdziłem, że jeszcze coś tam czuje w kolanie, ale na 2 i 3 dzień to już chyba śladu nie było po opuchnięciu. To był dla mnie szok w pozytywnym znaczeniu, mój światopogląd zmieniał się bardzo szybko można powiedzieć, że "mur" mojej niewiary się zaczął rozpadać coraz szybciej.

Znalazłem w internecie taką stronę o 4 prawach duchowego życia. Niedługo po tym pomodliłem się o przyjęcie Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela i poprosiłem Go o Jego kierownictwo w moim życiu. Potem wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko, ustąpiła całkowicie depresja, przestałem się ciągle denerwować i bać, uspokoiłem się, potem przestałem przeklinać, pić codziennie alkohol. Dużo problemów różnych zaczęło się rozwiązywać, zacząłem się modlić tak nieporadnie jakoś ale o co tylko poprosiłem Jezusa to się działo, mnóstwo spraw, to mi dało spokój i pewność że Jezus się mną zaopiekował i że nie jestem sam. Jakby otwarły mi się oczy, dostrzegłem piękno świata, zachwyciły mnie rożne rzeczy, na które do tej pory nie zwracałem uwagi. W tym miejscu warto by zacytować Księgę Ezechiela 36,26 "I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsisteT". Pojawiło się we mnie mocne pragnienie chrztu takiego biblijnego w wodzie, a przez to wypełnienie woli Bożej wyrażonej w Ewangelii Marka 16,16 "Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony". Zostałem ochrzczony 21 czerwca 2009 roku. Zacząłem zdawać sobie sprawę ze stanu w jakim byłem wcześniej i do czego zmierzałem, kiedyś rozmyślając nad tym Biblia otwarła mi się na fragmencie 2 list do Koryntian 1,10 "który z tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci nas wyrwał i wyrwie; w nim też nadzieję pokładamy, że i nadal wyrywać będzie". Bóg wybawił mnie albo raczej wyrwał od pewnej śmierci! Zmiany w moim życiu były wielkie, tak jak napisał Paweł w liście do Kolosan 3,7-10 "Niegdyś i wy postępowaliście podobnie, kiedy im się oddawaliście; ale teraz odrzućcie i wy to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z ust waszych; nie okłamujcie się nawzajem, skoro zewlekliście z siebie starego człowieka wraz z uczynkami jego, a przyoblekli nowego, który się odnawia ustawicznie ku poznaniu na obraz tego, który go stworzył". Jezus wyzwolił mnie z pewnych rzeczy, uzdrowił, pozbierał w całość, postawił na ledwie się trzymających nogach, a teraz sukcesywnie i bardzo skutecznie naprawia wszelkie aspekty mojego życia i umacnia mnie. Jezus pokazał mi że istnieje i że bardzo mnie kocha, przylgnąłem do niego całym sobą.

CHWAŁA JEZUSOWI
Tomek

statystyka